Bucharest

Hej. 

Od czegoś trzeba zacząć, jedziemy więc z jedną z pierwszych wypraw jeszcze w niepełnym składzie.

Bukareszt !!! 

Anglia :/ wizja nadchodzącego „ bank holiday” no i co tu robić przez 4 dni wolnego?

Pada wiec pomysł wypadu za granicę, no dobra, tylko gdzie? Odpowiedz prosta, tam gdzie szybko sie dostać, jest tanio, ładnie i przyjemnie…..i tu zaczął się kłopot. Budapeszt? Bratysława? Lublana? …….i tak trzy dni, nagle bęc Bukareszt!!! Padło hasło, wszyscy zgodni, bilety, apartament… uśmiech na gębach 🙂 zaplanowali, trzeba wykonać.

Tym razem Ziewol z Michałem wpadają do mnie i po mnie. Szybka herbatka i zasuwamy na lotnisko podjarani wizja kolejnej przygody.

Szybkie piwko na odwagę, numer bramki do odlotu, pakujemy się do kukuruźnika i odlot, humory dopisują, pogoda super…to musi być udany weekend.

Jest, lądujemy. Trzy godzinki, kurde! jaki świat mały inni ludzie, inna kultura, pogoda…jest git.

O samym mieście:

Bukareszt, największe miasto i zarazem stolica Rumunii, z jednym z największych budynków na świecie, Pałacem Parlamentu bla… bla….. bla…. bla…. To nie wikipedia! Głębiej zainteresowanych właśnie tam odsyłam 🙂

Wylazimy z lotnisk, gorąco jak cholera, 20 km do centrum i apartamentu, nie ma co kombinować, taxa!

Wsiadamy jedziemy, śmieszki heheszki….dojechaliśmy gość wali cenę jak z kosmosu, taxometr nie działa….dali się wysterować 🙂 ale luzzzzz to nam humoru nie zepsuje.

Mamy jakieś 100 metrów do przejścia, stare miasto, deptaczki, sklepiki…bary 😀 no właśnie, masa barów.

Musimy czekać na kobietę z kluczem od apartamentu wiec co? Jak co piwko !

20160528_193551

Ok. Doczekaliśmy się, witamy się serdecznie, pani nas prowadzi w stronę budynku z naszym lokum, no i nie zgadniecie gdzie było wejście, tak przez bar !! Dzieliliśmy klatkę schodową z barem, chyba Irlandzkim jak na ironię.

Klucze wziete, szybkie ogarniecie idziemy pochodzić. Atrakcja obczajona….” Sky bar”, tak tak bar na dachu budynku. Wszystko elegancko, odstawieni jak na procesję, Ziewol koszuleczka na ramiączkach ( pakier 🙂 ) winda, wjeżdżamy na gorę, drzwi się otwierają, wita nas gentelman w postaci kelnera i co pada z jego ust? Panowie mogą wejść ale kolega musi się przebrać, w koszulce na ramiączkach nie można!

Na cale szczęście jesteśmy dość młodzi i nasze zwieracze funkcjonują jeszcze dość sprawne, bo w przeciwnym razie posilalibyśmy się z Michałem ze śmiechu ( może i to drugie tez ). Mina Pawełka w tym momencie bezcenna, oczywiście wejścia nie odpuściliśmy wiec miał przymusowy spacer żeby się przebrać, w sumie uważamy, że nie było warto bo przysłowiowo „ dupy nie urwało”.

DCIM100GOPROG0081280.

Skoro zaczęło się zwiedzanie miasta od barów, dalsza charakterystyka dnia jest przewidywalna….impreza.  Dobra muza, wieczór poniósł, w jednym z klubów mówię do chłopaków „ zgłodniałem, idę zjeść na przeciwko Wy tu zostańcie”. Aha… Nie przemyślałem jednak że na tym etapie komunikacja werbalna może być już zakłócona, wyszedłem, zjadłem, wróciłem no i oczywiście ich nie ma. Jako człowiek głębokiej nadziei pomyślałem ze na pewno minąłem się z nimi w wejściu, wiec postanowiłem zobaczyć na zewnątrz, efekt przewidywalny…żyłem nadzieją przez kolejne 4 godziny błąkając się w poszukiwaniu kumpli…nagle eureka! Może poszli do apartamentu! Idę!

Napotkało mnie kolejne rozczarowanie i po kolejnym głośniejszym puknięciu w drzwi otworzyły się drzwi z przeciwka, życzliwa sąsiadka poinformowała mnie ze koledzy byli tu 5 minut temu i mnie szukali, tak pierdzielone 5 minut, które mogły zakończyć moją samotną tułaczkę po obcym mieście.

Finalnie się poddałem i po spiciu piwka w barze pod nami postanowiłem poczekać na nich pod drzwiami na schodach, chwała za to że było już rano i zaraz się zjawili, ale skala mojego zdenerwowania była lekko przegięta, pomogli fakt, że nie potrafimy się na siebie złościć.

Porankiem siedząc sobie przy śniadaniu, dyskutując co mamy w planie od osób przechodzących koło nas pada zwrot „o w końcu znalazłeś swoich kolegów” – zagadka tej znajomości nie jest rozwiązana do dziś 🙂

Kolejny dzień to już poznawanie miasta, „ hop off bus” przyjemna i tania forma zwiedzenia całego Bukaresztu, łuk triumfalny, Parlament, fontanny, nowoczesne budynki połączone z wizją wczesnego PRLu, tak zróżnicowanego miasta jeszcze nie widziałem, aczkolwiek bardzo polecamy.

DCIM100GOPROG0241810.

Cały dzień zwiedzania, próba wejścia na teren parlamentu i pogonienie nas przez ochronę, zahaczenie lokalnego festynu musiało zaowocować zmęczeniem materiału i głupawką w drodze powrotnej, idąc z chłopakami uświadomiłem sobie, im również, że poprzedniej nocy w ich poszukiwaniu przelazłem kawał miasta i część tego co dzisiaj zobaczyliśmy już widziałem, jest z tego tyle śmiechu, że bolą nas brzuchy, na domiar złego pada „chłopaki musimy jeść marchewkę…”

 

Dzień dobiegał końca, humory były dobre, bateryjki naladowane trzeba bylo szykowac się do powrotu.

Pozdrawiam

– Dancio

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close